Brak meczów

Finał Mistrzostw Świata już sędziował. Teraz czas na Igrzyska!

Mając zaledwie 23 lata, w 2017 roku Rafał Zlezarczyk sędziował finał mistrzostw świata w tenisie stołowym z udziałem Chińczyków. Kolejnym jego celem są igrzyska, choć na udział w turnieju olimpijskim – jak sam zaznaczył – będzie musiał jeszcze poczekać.

Rafał Zlezarczyk pochodzi z miejscowości Borzęta w gminie Myślenice, a sędziowaniem zajął się na początku nauki w liceum w Dobczycach. W wieku 20 lat zdobywał uprawnienia międzynarodowe i pojechał na młodzieżowe igrzyska olimpijskie do Chin. Po trzech latach, jako arbiter najwyższej klasy Blue Badge, prowadził już mecz o złoty medal MŚ w Duesseldorfie pomiędzy gwiazdami ping-ponga Ma Longiem i Fan Zhendogiem. O tym meczu i innych wydarzeniach opowiedział podczas internetowego czatu organizowanego przez LOTTO Superligę.

- Serducho mocniej biło, kiedy w obecności 7 tysięcy widzów w olbrzymiej hali targów i milionów przed telewizorami, wychodziliśmy do finału mistrzostw globu. Tenis stołowy jest bardzo popularny w Niemczech, a na trybunach przez cały turniej był komplet kibiców. Oprawa zawodów też była niesamowita – wspominał polski sędzia spotkanie, które wygrał mistrz olimpijski z Rio de Janeiro Ma Long.

Rafał Zlezarczyk dodał, że w trakcie finału MŚ 2017 doszło do niespodziewanej sytuacji...

- W czasie jednej z przerw na żądanie któregoś z zawodników postawiłem na stole elektroniczny zegar. Być może za lekko nacisnąłem przycisk aktywujący minutowe odliczanie, a może zawinił sprzęt, ale okazało się, że stoper się nie włączył. Na szczęście szybko się zorientowałem i go uruchomiłem. Time-out trwał zatem o kilka sekund dłużej. W topowym spotkaniu może przytrafić się i taka historia. Oczywiście, nic wielkiego się nie stało, ale to pokazuje, jak istotne w naszym fachu jest utrzymywanie koncentracji na możliwie najwyższym poziomie przez całe spotkanie, a nawet w przerwie – stwierdził.

Polak sędziował wszystkim najlepszym pingpongistom na świecie. Podkreślił, że współczesne sławy tego sportu potrafią całkowicie „wyłączyć” się będąc już w polu gry.

- Przed rozpoczęciem finału Katar Open zapytałem Ma Longa, trzykrotnego mistrza świata, o wybór koloru podczas losowania – czerwony czy niebieski, tyczy się to tylko wyboru jednej ze stron stołu. Chińczyk potrzebował kilku sekund, aby się spokojnie zastanowić i udzielić odpowiedzi. To pokazuje jak topowi gracze są zmobilizowani i jak wysoki jest poziom ich koncentracji przy stole, a już podczas meczów najlepsi grają na niebotycznym poziomie - zdradził.

Jak przyznał, mimo młodego wieku miał styczność z wieloma nietypowymi sytuacjami, jak np. nagminnie pękającymi piłeczkami. Było to za czasów wprowadzania plastikowych, które zastąpiły celuloidowe.

- Ostatniego dnia turnieju w Luksemburgu sędziowałem pojedynek w tzw. fazie pocieszenia. W ostatnim secie pękło aż siedem piłeczek, od stanu 9:9 zawodnicy grali ósmą, którą udało się dokończyć rywalizację. Trzy razy do kortu donoszono nam piłeczki, bo zwyczajowo zabieramy trzy na dany mecz - opowiadał podczas czatu.

Rafał Zlezarczyk odniósł się również do testowanego już pomysłu wprowadzenia systemu VAR. Znany jest z piłki nożnej, w której wiele razy pomógł arbitrowi.

- Rozmawiałem z sędziami, którzy korzystali z VAR-u podczas finałowych zawodów World Tour w Chinach. Zgadza się, jest przydatny zwłaszcza przy spornych, krawędziowych i siatkowych piłkach, które przy współczesnej szybkości naszego sportu są często wręcz niemożliwe do wychwycenia przez arbitra. Może być również przydatny przy ocenie serwisu, a muszę wspomnieć, że w kwestii poprawności podania przepisy są ekstremalnie skomplikowane, niejasne i zwyczajnie ciężkie dla widzów. Sędzia musi zwrócić uwagę na kilkanaście aspektów poprawności podania, które trwa w porywach do... trzech sekund, a potem rodzą się dalsze kwestie sporne. Doszło do tego, że VAR negował serwis Ma Longa, a mówimy o wybitnej postaci w tenisie stołowym. I nagle okazuje się, że podczas jego najbardziej charakterystycznego podania piłkę przez jakąś setną część sekundy zasłania głową. W mojej ocenie przepisy muszą ulec uproszczeniu i może kiedyś dojdzie do takich zmian, a wtedy akcje będą dłuższe i ciekawsze dla fanów – uważa polski sędzia.

System VAR ma być dalej sprawdzany na największych imprezach typu World Tour Platinum.

- Inna sprawa, że kibice irytowali się, kiedy sprawdzanie akcje trwało powyżej minuty. Tych przerw nie może być za dużo – dodał.

Wyjaśnił, że sędziowie cały czas muszą się doskonalić.

- W ciągu roku sędziujemy relatywnie mało, może przez pięć-sześć tygodni przebywamy na turniejach plus rozgrywki ligowe itd. Dlatego korzystamy z różnych rozwiązań, aby się szkolić jak np. filmy instruktażowe, materiały ze światowej federacji itp. Warto regularnie czytać przepisy i bieżące wytyczne sędziowskie, po prostu być z nimi na bieżąco - powiedział.

Kolejnym celem Rafała Zlezarczyka jest występ w zawodach olimpijskich.

- Na igrzyska w Tokio obsada jest gotowa i nic w tej kwestii nie zmieni przełożenie rywalizacji na 2021 rok. Moje szanse są więc w tym przypadku zerowe. Z powodu pandemii ominęły mnie m.in. europejskie kwalifikacje olimpijskie w Moskwie czy World Tour Platinum w Chinach. Liczę zaś na udział we wrześniowych mistrzostwach Europy w Warszawie – powiedział sędzia, który będzie miał realną szansę pojechać na IO w 2024 roku do Paryża. Dodał, że w tenisie stołowym większość sędziów tylko raz dostaje szansę startu w igrzyskach.