prev
next

Leszczyński: łza kręci się w oku

"Na meczu z Działdowem było ponad 300 kibiców i nikt nie wyszedł wcześniej. Warto było to wszystko organizować" - przyznał Zbigniew Leszczyński, trener Gwiazdy Bydgoszcz.

Za pana zespołem przegrana i zwycięstwo w debiutanckim sezonie w superlidze. Jakie wrażenia po historycznych dla Gwiazdy meczach?
Zbigniew Leszczyński: Powoli spada ze mnie ciśnienie i oswajam się ze wszystkimi przeżyciami. Szkoda, że na otwarcie w naszej hali nie mieliśmy słabszego rywala. Ale w drugim spotkaniu zagraliśmy o trzy klasy lepiej. Zwłaszcza fenomenalny był Mihai Bobocica.

Czego pan dowiedział się o swojej drużynie i zawodnikach po tych dwóch meczach?
- Przede wszystkim jest bardzo dobra atmsofera i jeden gra za wszystkich, a wszyscy za jednego. Mimo że mieliśmy bardzo mało czasu na zapoznanie się, to Włosi naprawdę spisują się wspaniale. Pomagają drużynie pełną parą - od przyniesienia coca-coli z automatu do podpowiadania i kibicowania w trakcie meczu. Zachowują się bardzo profesjonalnie, porządnie i widać, że chcą współpracować.

Mihai Bobocica jest od początku sezonu we właściwej dyspozycji czy będzie potrzebował okresu aklimatyzacji?
- Według mnie w Rzeszowie zagrał znakomicie. Przed meczem z Działdowem miał problemy z ręką i robiliśmy wszystko, żeby doprowadzić go do gry. Ale on jest krytyczny wobec siebie. Mimo kompletu w drugim spotkaniu, powiedział, że zagrał średnio. On zdaje sobie sprawę, że dużo od niego zależy w tej drużynie i jest na to gotowy.

A jak jest z Leonardo Muttim?
- Myślę, że on jest gotowy do tego, by ogrywać nawet "jedynki" pozostałych zespołów. Z Vrablikiem prowadził 7-4 w piątym secie, ale chyba zbyt szybko chciał wygrać. Z Lewandowskim także walczył pięć setów. Mateusza Gołębiowskiego pokonał gładko, w trzecim secie rozgromił 11-3. Potrzebował tego zwycięstwa. Włosi jeszcze długo po meczu cieszyli się z wygranej, świętowali w drodze powrotnej. Są zaangażowani w drużynę, nie przyjeżdżają tylko, żeby "odbębnić" mecz. Z taką postawą górna szóstka jest w naszym zasięgu.

Dwóch porażek doznał za to Alan Woś. Planuje pan zmianę w składzie na następny mecz?
- W mojej drużynie zawodnicy w zasadzie między sobą decydują, kto zagra z konkretnym rywalem. Czasami do tego się włączam. Na razie wygląda na to, że Alan zaczyna grać dopiero od trzeciego seta. Ale jestem spokojny.

Bardziej cieszy się pan, że ma taką "jedynkę" jak Bobocica czy smuci, że na pozycji trzeciej brakuje gracza na wyższym, zbliżonym do Włocha poziomie?
- Cieszę się, że mam lidera. A z postawy Alana nie jestem załamany. Zdawałem sobie sprawę, że może być mu trudno po powrocie do superligi. Ale chciałem w składzie zachować graczy, którzy ją nam zdobyli. Myślę, że polscy zawodnicy potrzebują czasu i zgrupowania, by potrenować z Włochami. Gdy do niego dojdzie, myślę, że zobaczymy ich w pełni formy.

Jak wypadł historyczny mecz Gwiazdy od strony organizacyjnej?
- Wspaniale! Było ponad 300 kibiców, a spikerzy razem z nimi stworzyli fantastyczne show. Były oklaski na stojąco, konkursy, zabawy - wszystko profesjonalnie zorganizowane. Mecz trwał trzy godziny i 40 minut, a wszyscy kibice zostali do końca. Być moze po to, by wygrać na koniec okładzinę. Ale w Bydgoszczy na pewno jest klimat do tenisa stołowego. Po meczu Ferdek Chojnowski [prezes Dekorglassu Działdowo - przyp. D.S.] przyznał mi, że przebiliśmy ich w organizacji i oprawie meczu, a przecież Działdowo brylowało w tym w ubiegłym sezonie. Szkoda, że nie zdobyliśmy choćby punktu, ale i tak jestem pełen optymizmu. Nie będziemy "chłopcami do bicia", tak jak niektórzy wróżyli przed sezonem.

Kibice byli na meczu prawie cztery godziny i nie opuścili wcześniej hali?
- Nie. Sam jestem tym zaskoczony, bo w dyscyplinie jestem nie od wczoraj, a również na wielu innych imprezach mocno się nudziłem. Czapki z głów dla nich. Na całym spotkaniu, pierwszy raz w życiu, była zastępca prezydenta Bydgoszczy, pani Elżbieta Rusielewicz. W jego trakcie telefonicznie odmówiła dwóch innych wizyt. A po wszystkim powiedziała mi, że jedzie z nami do Torunia na 3. kolejkę! Warto było trudzić się i to wszystko organizować. Aż łza kręci się w oku w takich momentach.

Pytał Dawid Szajna