prev
next

Warszawa z szansą na LOTTO Superligę

Spójnia Warszawa, klub z wieloletnimi tradycjami, ma wielką szansę powrócić do rozgrywek najwyższego szczebla. Tenisiści stołowi wygrali rundę zasadniczą 1. ligi i są faworytem spotkań barażowych. Stawką – LOTTO Superliga.

Lata 70'/80' – tam, gdzie dzisiaj sala sportowa, kiedyś pewnego rodzaju pałacyk, choć z historią w tle, bo przedwojenny, w którym rozgrywane były spotkania najlepszych polskich tenisistów stołowych. „Niewiele było miejsca na grę. Sala miała długość około dziesięciu metrów, szeroka na sześć. W takich warunkach zdobywaliśmy mistrzostwo Polski” - wspomina Janusz Kusiński, pięciokrotny mistrz Polski seniorów.

Spójnia nigdy nie była klubem z wielkim budżetem. Problemy finansowe uniemożliwiły w pewnym momencie utrzymanie drużyny na najwyższym poziomie. Mimo to stołeczny klub tworzyli ludzie z pasją i zaangażowaniem. Zawodnicy dawali z siebie wszystko, a działacze stawali na głowach, by umożliwić rozwój podopiecznym. „Regularnie dwa razy w roku wyjeżdżaliśmy za granicę, do Rosji, Francji, Finlandii, Bułgarii, Szwecji. Zazwyczaj na takich międzynarodowych sparingach spędzaliśmy około dziesięciu dni. To bardzo motywowało do dalszej pracy, bo wiedzieliśmy, że jest sens trenować” - dodaje Kusiński.

Rok 1953 okazał się dla Spójni przełomowy. Wtedy drużyna tenisistów stołowych prowadzona przez Włodzimierza Ryfczaka, który zresztą do dziś pojawia się w hali przy Wybrzeżu Gdyńskim 2, awansowała do 1. ligi. „Szczególnie mocne były drużyny z Wrocławia, Krosna, Łodzi, Warszawy, Szczecina. W latach 50'/60' podczas warszawskich turniejów można było zobaczyć około dwustu, trzystu startujących. W Spójni, poza naszą silną sekcją byli też siatkarze, lekkoatleci, koszykarze i oczywiście piłkarze. To już historia. Czasy się zmieniły, a klubów w Warszawie coraz mniej” - przypomina Janusz Kusiński.

W składzie KS Spójni pojawił się wtedy Zbigniew Caliński – trzykrotny mistrz Polski, a rok później zespół z Warszawy zdobył mistrzostwo kraju, pokonując w finale Ogniwo Wrocław. I tak było przez osiemnaście kolejnych sezonów.

„Całą noc spędziliśmy w pociągu. Wtedy podróż z Warszawy do Wrocławia zajmowała dziesięć godzin, a nie tak, jak teraz - trzy. Spaliśmy na półkach, które przeznaczone są na bagaże. Nie było wtedy tak wielu hoteli, więc kiedy dojechaliśmy na Dolny Śląsk, chodziliśmy przez kilka godzin po mieście i dopiero później udaliśmy się na halę” - wspomina Kusiński.

Mimo trudnych warunków, Spójnia sięgnęła wtedy po mistrzostwo. Zmiana pokoleniowa była jednak nieuchronna. Brakowało młodych i ambitnych, którzy zajmą miejsce starszych kolegów. Tak zostało przez kolejnych kilkadziesiąt lat. W międzyczasie Spójnia spadła do 2. ligi, a progres był możliwy tylko dzięki kolejnej zmianie warty.

Długo trwały poszukiwania następców, nie tyle wśród zawodników, co bardziej wśród działaczy, chcących odbudować ten wielki klub z tradycjami. Z jednej strony niewiele się zmieniło, bo nadal niewiele pieniędzy w klubowym portfelu, nadal brak profesjonalnej hali sportowej. Są jednak nazwiska, które kochając tenis stołowy, chcą przywrócić dawny blask temu miejscu.

Dla aktualnego prezesa sekcji - Krzysztofa Stępnia, stworzenie silnej, pierwszoligowej drużyny, która stoi przed wielką szansą awansu do superligi, jest pewnego rodzaju misją. Sam grywa w tenisa stołowego, jest wielkim pasjonatem tej dyscypliny. To on we współpracy z innymi osobami, które związane są na co dzień z sekcją i mają rozbudowane kontakty biznesowe, zbudował nowy zespół walczący od pięciu lat na zapleczu krajowej LOTTO Superligi – trzeciej w Europie.

W tym sezonie ekipa ze Spójni nie przegrała w rundzie zasadniczej żadnego spotkania. W składzie mając m. in. byłego mistrza Polski seniorów – Artura Daniela oraz wieloletniego zawodnika superligi - Pawła Fertikowskiego. Jako lider grupy północnej, w barażach o najlepszą klasę rozgrywek, Spójnia zmierzy się w dwumeczu z drugim zespołem grupy południowej – PWSZ Zamość.

Pierwszy mecz stołeczna drużyna rozegra na wyjeździe, drugi 11. czerwca u siebie. „Spójniacy' wiedzą, że są faworytami, ale do najbliższych spotkań podchodzą spokojnie i z dużym szacunkiem dla rywali.

Tak, jak w LOTTO Superlidze wszystkim znani są kibice Dekorglassu Działdowo tak, w 1. lidze o wsparcie nie musi martwić się Spójnia w Warszawa. Mimo braku nowoczesnego obiektu sportowego, kibice zawsze tłumnie gromadzą się w słynnym już niebieskim baraku i głośno dopingują swoich.

Po kilkudziesięciu latach wielka Spójnia ma szansę ponownie znaleźć się w gronie najlepszych męskich drużyn tenisa stołowego w Polsce. „Jeśli uda nam się awansować, czeka nas wiele pracy. Trzeba poprawić ogólny stan hali, ale bierzemy pod uwagę rozgrywanie meczów na zupełnie innym obiekcie. Niekoniecznie będzie to Warszawa” - powiedział Krzysztof Stępień, prezes sekcji tenisa stołowego w KS Spójni Warszawa.

 

W stolicy trudno o pieniądze dla takich dyscyplin, jak tenis stołowy. Jeśli nie można liczyć na prywatne kontakty, które umożliwią pozyskanie kilku, choćby mniejszych sponsorów, można zapomnieć o rywalizacji wśród najlepszych. Spójnia ma szczęście i jest bliska, aby je wykorzystać.

 

 

 

 

Natalia Bąk